Ostatnio zasiadłem przed TV w poszukiwaniu czegoś sensownego do obejrzenia i przypadkowo trafiłem na serial Pitbull. Jak do tej pory serial kojarzył mi sie z jakimiś koszmarkami typu “M jak Plebania”, czy “Na dobre i daleko od domu”, z aktorami grającymi swoje role w sposób tak absolutnie beznamiętny i amatorski, że możnaby ich z równym powodzeniem pozastępować rozmawiającymi pniami jak u Lyncha. Przynajmniej wtedy byłaby w filmie jakaś sensowna zagadka, za wyjątkiem zachodzenia w głowę, kto pozwolił Fitkau-Perepeczko paradować przed kamerą z wypchniętym prawie na oczy wielkim biustem, dodatkowo zdecydowanie nie pierwszej młodości.
Tymczasem Pitbull broni sie zdecydowanie w tym zalewie chłamu dobrym emocjonalnym aktorstwem, nastrojową i podkreślającą klimat filmu muzyką, ciekawym, scenariuszem i całkiem niezła rezyserią. Przyznam szczerze, że gdybym nie zdawał sobie sprawy z jego polskości równie dobrze mógłbym założyć, że jest to dzieło producentów Archiwum X.
Naprawdę wielki szacunek dla twórców, jednak w Polsce również można zrobić dobre sensacyjne kino, gdzie po obejrzeniu jednego odcinka z automatu wpisuje się kolejny w plan dnia na przyszły tydzień.