Archiwa miesięczne: kwiecień 2008

Czy tylko ja widze tu sprzeczność ?

“Szanowni Państwo,
Informujemy, że od dnia 21 do 30 kwietnia wszystkie urzędy skarbowe województwa łódzkiego pracują do godziny 18.00, z zachowaniem godzin otwarcia urzędów.”

Więc pracuja do 18-tej, czy tak jak urzędy ? Wydawało mi się, że w Skarbówce pracują ludzie o ścisłych umysłach :) Chyba, ze sie specjalnie spinają do naszcyh PIT-ów :)

Hmmm albo ktoś ma potężną sklerozę, albo ja jestem jakiś dziwny.

Tutaj jest komunikat managementu Dody w sprawie odżegnywania się jej od reklamowania prezerwatyw i firmy Taboo. Tutaj z kolej kondomowóz Dody, jak to romantycznie nazwali dziennikarze Pomponika w wersji pierwszej, tutaj w wersji drugiej.

Znaczy się jej podobizna się na nim sama wymalowała i ona nie miała z tym nic wspólnego.
Ktoś widział świstaka ?

Hmm jak widac “prawda jest jak dupa – każdy ma własną”, a jak nie widaomo o co chopdzi to chodzi o pieniądze. Bo raczej nie o budowę wizerunku Dody bo na to jest już trochę za późno….

Po prostu czytam i nie wierze. Ziobro, będąc w konflikcie z byłym koordynatorem ds. służb specjalnych, miał namawiać swoich lokalnych zwolenników do głosowania przeciw niemu. Dzięki temu Wassermann przegrał, mimo że miał rekomendację prezesa partii. Po udzieleniu reprymendy przez Kaczyńskiego Ziobro złożył publiczna samokrytykę i przeprosił za swoje słowa.

Brakowało chyba już tylko “Towarzyszu Jarosławie, skrytym Wasermannożercom mówimy NIE – to mówi Wincenty Ziobrek, prokurator II klasy” :)

Jakiś czas temu mieliśmy w Polsce burze w szklance wody, czyli awanturę medialną w sprawie stanu zdrowia prezydenta Kaczyńskiego. Sam szczerze mówiąc, mając Palikota za takiego Don Kichota PO powątpiewałem w słuszność podnoszonych przez niego pytań aż do dzisiaj.

Dzisiaj bowiem okazało się, że Prezydentowi podczas pobytów w Juracie potrzebna była non stop pod ręką karetka, za którą o kuriozum, nie chciał zapłacić minister zasiadający w rządzie kierowanym przez … jego brata :) Jednak ta cała sprawa ma trochę głębsze dno. Jeżeli stan Prezydenta jest tak dobry jak utrzymuje jego kancelaria to po jakiego grzyba mu pod nosem non stop karetka ? Czyżby parafrazując Rosiewicza naszemu Prezydentowi potrzebny był nieustannie  tlen i opatrunek ? Czy po prostu sam Prezydent ciągle potrzebował potwierdzenia, że  “na sali jest jakiś lekarz” ? :)

Dzisiaj przy okazji popołudiowej prasówki wpadł mi w ręce artykuł w dodatku Praca w Wyborczej mówiący o polowaniu w sieci na dobrych pracowników. Jedną z tez postawionych w tym artykule jest twierdzenie, że umieszczanie jakichkolwiek informacji w sieci o nas samych może nam tylko zaszkodzić’.

Tylko pytanie ważniejsze, czy żyjemy aby pracować czy pracujemy aby żyć. Teza powyższa ta z pewnością ma znaczenie dla ludzi, którym praca wyznacza tryb życia, tryb postępowania nawet w życiu osobistym. Tylko czy ludzie ci są szczęśliwi, zastanawiając się w każdej sekundzie życia, czy to co napiszą lub powiedzą nie przeszkodzi mi w kolejnym awansie ?

Tylko po co takżyc ? Jak to ktoś kiedyś mądrze ale i dosadnie powiedział -czy człowiek urodził się po to aby przez całe życie zapierdalac ? Przepraszam za wulgaryzm, ale praca dla wielu ludzi to właśnie orka, zmaganie z każdym dniem, wymaganiami szefa, księgowej czy centrali.  W nagrodę zasłużą na uścisk szefa, złotą plakietkę najlepszego sprzedawcy, kalendarz z własnym nazwiskiem, wyjazd w góry w towarzystwie współpracowników, lepszy samochód służbowy, komórkę i laptopa. Czyli nic.

Czy nie ważniejsze w życiu jest mieć pracę w której można będzie się realizować, a która będzie oddzielona grubą kreską od tego kim jesteśmy w życiu osobistym ?  Oczywistym jest, że nasze podejście do życia osobistego zawsze będzie się przekładało na życie zawodowe, ale czy powinno to działać w druga stronę ? Czy naprawdę mamy unikać pisania w sieci czegokolwiek tylko dlatego, że nasz pracodawca będzie to w stanie przeczytać ? Czy już świat na tyle oszalał, aby zdanie pracodawcy było dla nas ważniejsze od spełniania się nas samych w tym co kochamy robić najbardziej ?

Szczerze mówiąc mam gdzieś to co mój pracodawca przeczyta w tym blogu o mnie. Jeżeli będzie chciał oceniać na podstawie tego jakim człowiekiem jestem to szczerze mu współczuje. Bo to oznacza, że on jest bardzo nieszczęsliwym.

Zawsze wydawało mi się, że ze współczesnych polskich seriali nic nie będzie mnie w stanie zainteresować. Po prostu nie jestem w stanie przyzwyczaić się do Delągów, Fitkau-Perepeczko i innych aktorów, którzy równie dobrze swoje kwestie mogliby w usta pnia włożyć. Nazwisk takich aktorów zasilających P jak Plebanię, M jak Miłość, R jak RanCzo czy N jak nudy możnaby wymieniać w nieskończoność. Nawet ciężko ich nazwać naturszczykami, oni usiłują grać jednak na swój sposób – pozbawiony emocji i serca wkładanego w tę pracę, który to odbiera całą przyjemność oglądania ich na ekranie. O jakimkolwiek warsztacie aktorskim ciężko nawet tutaj mówić, gdyż takowy nie istnieje. Przepaść ich dzielącą zauważa się w szczególności gdy taki naturszczyk telewizyjny staje w filmie obok aktora z dawnych lat, mającego przede wszystkim świetny warsztat i dodającego do swojej roli coś, czego większości aktorów zupełnie brak – osobowości.

Z “pewną nieśmiałością’ zasiadłem więc do oglądania TVN-owego 39 i pół. I nagle okazało się, że w Polce można nakręcić lekką, ale i mądrą komedią obyczajową, niby banalną, ale mającą swoje jakże prawdziwe drugie dno. I co więcej, można ją obsadzić ludźmi, którzy świetnie odnajdują się w rolach kreowanych przez siebie postaci. Niektórzy zarzucają Karolakowi, że on w ogóle nie gra, że jest osobą którą przedstawia na ekranie. Pewnie coś w tym jest, jednak dzięki temu jest naprawdę autentyczny, podobnie jak osoby mu w tym filmie towarzyszące.

A już totalnie rozbawił mnie gag z ostatniego odcinka pod tytułem Radio KRB FM :) Po prostu długo potem jeszcze na hasło “Katolickie Radio Barka” morda śmiałą mi się ud ucha do ucha. I chyba o to w tym chodzi, o zabawę w której na chwilę zapomnimy, że osoba przed nami wcale nie jest tym za kogo się podaje. A nawet jeżeli jest, to w swojej skórze się znakomicie czuje. Podobnie jak ja przed i po 39 i pół.

Przy okazji beatyfikacji Jana Pawła II odżyła sprawa przyznawania relikwii, czyli częsci ciała osoby uznanej za świętą rozmaitym kościołom, klasztorom i innym instytucjom związanym z wiarą chrześcijańską.
Relikwie takie to wg opisów na Intrnecie to kości świętego lub błogosławionego tworzone z kosteczek palców, kości udowej lub włosów.

Co więcej my Polacy staramy się o przeniesieniu serca jana PawłaII na Wawel. Tylko czy naprawdę w XXI wieku komukolwiek do modlitwy i rozmowy duchowej z papieżem konieczne jest leżące w świątyni serce wyrwane z jego ciała lub jego kości  ? Gdzie jest granica między relikwią a bezczeszczeniem zwłok ?

Czy naprawdę będziemy lepsi, szczęsliwsi i bardziej bliscy Bogu wiedząc, że gdzies w wawelskiej krypcie nad którą się modlimy spoczywa wyrwane z ciała JP2 serce ?

Chiny starając się za wszelką cenę uzyskać zorganizowanie u siebie olimpiady wbiły sobie samodzielnie nóż w plecy. Społeczności międzynarodowej udało się bowiem bardziej zainteresować świat tym co się naprawdę dzieje w Chinach niż tanim blaskiem obiektów i blichtrem jaki miał olimpiadę tę otaczać.

We współczesnym świecie pochając się na świecznik nie można liczyć, że pewne brudy schowa się pod dywanem pokrytym chociażby najpiękniejszą pozłotką. Trzeba się liczyć z tym, że siejąc wiatr można zebrać burzę. Chinom się to z pewnością udało. I na pewno będzie to z pożytkiem dla  mieszkańców tego kraju, bo wydaje się, że spraw które przy okazji ujrzą światło dzienne nie da się już tak po prostu wymazać z pamięci. A pozłotka jaką chciano otoczyć te igrzyska okazała się równie tandetna co chińskie produkty.

UPDATE: Trzeba przyznać, że ceremonia otwarcia była naprawdę niesamowita. Rozmach robił niesamowite wrażenie, Chiny stanęły na wysokości zadania. A społeczność mędzynarodowa póki co zachwyca się igrzyskami, losy ludzkości zostawiając na boku.

Ja Jacek Kurski bardzo przepraszam pana Donalda Tuska oraz Platformę Obywatelską za postawienie nieprawdziwych zarzutów w audycji telewizyjnej “Teraz My”, nadanej przez TVN w dniu 13 czerwca 2006 r., jakoby PZU finansowało za pieniądze podatników billboardy pana Donalda Tuska z napisem “Człowiek z zasadami” i że wszystko to było od początku ukartowane oraz jakoby Platforma Obywatelska w swym sprawozdaniu wykazała kwotę 10 razy mniejszą niż kwota jaką wydał PiS na billboardy. Wprowadziłem w błąd opinię publiczną, podając jakoby PZU sprzedało miejsca opłacone przez siebie kilkudziesięcioma milionami złotych pewnej firmie, która sprzedała następnie Platformie Obywatelskiej za 3% ceny. Jeszcze raz przepraszam, Jacek Kurski” – napisał w ogłoszeniu poseł PiS.

Smutne jak poważny polityk robi sobie z przysłowiowej gęby szmatę.

Tylko czy Kurskiego można nazwać poważnym politykiem ?

Coraz bardziej łapię się za głowę słuchając Kaczyńskich, który robią wrażenie jakiegoś obłąkania w temacie Traktatu Lizbońskiego. Najpierw go sami wynegocjowali i podali jako swój sukces, potem wymyślili sobie do niego dodatkowe zabezpieczenia z których się po ciężkich bojach angażujących społeczeństwo, gei, i nawet kanclerz Niemiec wycofali. Więc wydawałoby się że parodii stało się koniec, gdyż w końcu prezydent Kaczyński poparł go w pierwotnej wersji czyli tej jaką sam wynegocjował z bratem wisząc na słuchawce. Niestety byłoby to za proste – Kaczyński stwierdził, że poprze jego zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego.

Czy jest może na sali jakiś lekarz ???:) Bo podobnie jak większość Polaków zaczynam podejrzenia Palikota co do zdrowia Prezydenta traktować naprawdę poważnie.A tak BTW jak ktoś chce posłuchać poglądów Michała Kamińskiego ziejącego nienawiścią do “pedałów” polecam link z odszukaną przez TVN-owskie Teraz My wypowiedzi obecnego Rzecznika Prezydenta RP.

No cóż, ze średnim wykształceniem nie wymagajmy wyżyn myślowych :)

Jaki Prezydent taki i Rzecznik :)