Archiwum dnia: kwiecień 9th, 2008

Dzisiaj przy okazji popołudiowej prasówki wpadł mi w ręce artykuł w dodatku Praca w Wyborczej mówiący o polowaniu w sieci na dobrych pracowników. Jedną z tez postawionych w tym artykule jest twierdzenie, że umieszczanie jakichkolwiek informacji w sieci o nas samych może nam tylko zaszkodzić’.

Tylko pytanie ważniejsze, czy żyjemy aby pracować czy pracujemy aby żyć. Teza powyższa ta z pewnością ma znaczenie dla ludzi, którym praca wyznacza tryb życia, tryb postępowania nawet w życiu osobistym. Tylko czy ludzie ci są szczęśliwi, zastanawiając się w każdej sekundzie życia, czy to co napiszą lub powiedzą nie przeszkodzi mi w kolejnym awansie ?

Tylko po co takżyc ? Jak to ktoś kiedyś mądrze ale i dosadnie powiedział -czy człowiek urodził się po to aby przez całe życie zapierdalac ? Przepraszam za wulgaryzm, ale praca dla wielu ludzi to właśnie orka, zmaganie z każdym dniem, wymaganiami szefa, księgowej czy centrali.  W nagrodę zasłużą na uścisk szefa, złotą plakietkę najlepszego sprzedawcy, kalendarz z własnym nazwiskiem, wyjazd w góry w towarzystwie współpracowników, lepszy samochód służbowy, komórkę i laptopa. Czyli nic.

Czy nie ważniejsze w życiu jest mieć pracę w której można będzie się realizować, a która będzie oddzielona grubą kreską od tego kim jesteśmy w życiu osobistym ?  Oczywistym jest, że nasze podejście do życia osobistego zawsze będzie się przekładało na życie zawodowe, ale czy powinno to działać w druga stronę ? Czy naprawdę mamy unikać pisania w sieci czegokolwiek tylko dlatego, że nasz pracodawca będzie to w stanie przeczytać ? Czy już świat na tyle oszalał, aby zdanie pracodawcy było dla nas ważniejsze od spełniania się nas samych w tym co kochamy robić najbardziej ?

Szczerze mówiąc mam gdzieś to co mój pracodawca przeczyta w tym blogu o mnie. Jeżeli będzie chciał oceniać na podstawie tego jakim człowiekiem jestem to szczerze mu współczuje. Bo to oznacza, że on jest bardzo nieszczęsliwym.

Zawsze wydawało mi się, że ze współczesnych polskich seriali nic nie będzie mnie w stanie zainteresować. Po prostu nie jestem w stanie przyzwyczaić się do Delągów, Fitkau-Perepeczko i innych aktorów, którzy równie dobrze swoje kwestie mogliby w usta pnia włożyć. Nazwisk takich aktorów zasilających P jak Plebanię, M jak Miłość, R jak RanCzo czy N jak nudy możnaby wymieniać w nieskończoność. Nawet ciężko ich nazwać naturszczykami, oni usiłują grać jednak na swój sposób – pozbawiony emocji i serca wkładanego w tę pracę, który to odbiera całą przyjemność oglądania ich na ekranie. O jakimkolwiek warsztacie aktorskim ciężko nawet tutaj mówić, gdyż takowy nie istnieje. Przepaść ich dzielącą zauważa się w szczególności gdy taki naturszczyk telewizyjny staje w filmie obok aktora z dawnych lat, mającego przede wszystkim świetny warsztat i dodającego do swojej roli coś, czego większości aktorów zupełnie brak – osobowości.

Z “pewną nieśmiałością’ zasiadłem więc do oglądania TVN-owego 39 i pół. I nagle okazało się, że w Polce można nakręcić lekką, ale i mądrą komedią obyczajową, niby banalną, ale mającą swoje jakże prawdziwe drugie dno. I co więcej, można ją obsadzić ludźmi, którzy świetnie odnajdują się w rolach kreowanych przez siebie postaci. Niektórzy zarzucają Karolakowi, że on w ogóle nie gra, że jest osobą którą przedstawia na ekranie. Pewnie coś w tym jest, jednak dzięki temu jest naprawdę autentyczny, podobnie jak osoby mu w tym filmie towarzyszące.

A już totalnie rozbawił mnie gag z ostatniego odcinka pod tytułem Radio KRB FM :) Po prostu długo potem jeszcze na hasło “Katolickie Radio Barka” morda śmiałą mi się ud ucha do ucha. I chyba o to w tym chodzi, o zabawę w której na chwilę zapomnimy, że osoba przed nami wcale nie jest tym za kogo się podaje. A nawet jeżeli jest, to w swojej skórze się znakomicie czuje. Podobnie jak ja przed i po 39 i pół.