Niestety w dniu “Trendy” wiało potworną nudą. Nie udało jej się rozwiać, ani kalekiemu umysłowo Koterskiemu ani sepleniącej i sprawiającej wrażenie przełamanej wpół w pasie, potwornie wychudzonej Kasi Sowińskiej. Niestety równie mało pasjonujące były werdykty Jury.

Wybrało ono jaki głównego nagrodzonego niejaki Manchester będący mało odkrywczą kalką Him skrzyżowanego z Muse, nagrodę dziennikarzy otrzymała grupa Video z prostackim, wakacyjnym przeboikiem “Na plaże”. Dobrze, że chociaż władze Sopotu zauważyły świetne Mikromusic. Niestety bez echa przeszło Platyeau z niewątpliwie najlepszą kompozycją festiwalu, jak i  Maja Sikorowska w wielkim stylu przypominająca nieco skostniałego rhytm’n bluesa.

Poza tym niestety cały festiwal był popisówką wszelkich niedostatków technologii cyfrowej. Oglądając obraz miało się chęc sparafrazować jakość na psiakośc. Pomijając ewidentne stop klatki, z których co chwila musieli uciekać realizotorzy w inne ujęcia, przerwy nadawaniu z powodu burzy nad …. Warszawa (a gdzie łacza zapasowe !!!) po zupełnie niewyraźny i rozmyty obraz z szybkich ujęć kamery umieszczonej na kranie.No i niestety Polsat ciągle nie zauważa, że w XXI wieku fonię realizuje się już w Dolby Digital 5.1 a nie w rachitycznym stereo.

PS. Przepraszam, obraziłem niewymienieniem jedyną prawdziwą gwiazdę drugiego dnia festiwalu. Był nią błyskotliwy i inteligentny jak zawsze Piotr Bałtroczyk, bedący w tym towarzystwie praktycznie klasą dla samego siebie.

Napisz komentarz