Zawsze wydawało mi się, że ze współczesnych polskich seriali nic nie będzie mnie w stanie zainteresować. Po prostu nie jestem w stanie przyzwyczaić się do Delągów, Fitkau-Perepeczko i innych aktorów, którzy równie dobrze swoje kwestie mogliby w usta pnia włożyć. Nazwisk takich aktorów zasilających P jak Plebanię, M jak Miłość, R jak RanCzo czy N jak nudy możnaby wymieniać w nieskończoność. Nawet ciężko ich nazwać naturszczykami, oni usiłują grać jednak na swój sposób – pozbawiony emocji i serca wkładanego w tę pracę, który to odbiera całą przyjemność oglądania ich na ekranie. O jakimkolwiek warsztacie aktorskim ciężko nawet tutaj mówić, gdyż takowy nie istnieje. Przepaść ich dzielącą zauważa się w szczególności gdy taki naturszczyk telewizyjny staje w filmie obok aktora z dawnych lat, mającego przede wszystkim świetny warsztat i dodającego do swojej roli coś, czego większości aktorów zupełnie brak – osobowości.
Z “pewną nieśmiałością’ zasiadłem więc do oglądania TVN-owego 39 i pół. I nagle okazało się, że w Polce można nakręcić lekką, ale i mądrą komedią obyczajową, niby banalną, ale mającą swoje jakże prawdziwe drugie dno. I co więcej, można ją obsadzić ludźmi, którzy świetnie odnajdują się w rolach kreowanych przez siebie postaci. Niektórzy zarzucają Karolakowi, że on w ogóle nie gra, że jest osobą którą przedstawia na ekranie. Pewnie coś w tym jest, jednak dzięki temu jest naprawdę autentyczny, podobnie jak osoby mu w tym filmie towarzyszące.
A już totalnie rozbawił mnie gag z ostatniego odcinka pod tytułem Radio KRB FM
Po prostu długo potem jeszcze na hasło “Katolickie Radio Barka” morda śmiałą mi się ud ucha do ucha. I chyba o to w tym chodzi, o zabawę w której na chwilę zapomnimy, że osoba przed nami wcale nie jest tym za kogo się podaje. A nawet jeżeli jest, to w swojej skórze się znakomicie czuje. Podobnie jak ja przed i po 39 i pół.




